Arsenal – Liverpool: Bezbramkowy hit na Emirates, „kanonierzy” uciekają City, ale nie wykorzystują szansy
Sports
5 min czytaniaprzez Fresh Feeds AI

Arsenal – Liverpool: Bezbramkowy hit na Emirates, „kanonierzy” uciekają City, ale nie wykorzystują szansy

Bezbramkowy hit Arsenal – Liverpool na Emirates utrzymał „Kanonierów” na czele Premier League, ale nie pozwolił im maksymalnie odskoczyć Manchesterowi City.

Arsenal i Liverpool zremisowały 0:0 w szlagierze Premier League na Emirates Stadium, co pozwoliło drużynie Mikela Artety utrzymać prowadzenie w tabeli, ale nie wykorzystać okazji na odskoczenie od Manchesteru City na osiem punktów.[1][4]

Spotkanie miało ogromną wagę w kontekście wyścigu o mistrzostwo Anglii. Arsenal, lider tabeli, przystępował do meczu po serii pięciu ligowych zwycięstw z rzędu i z szansą na wypracowanie komfortowej przewagi nad broniącym tytułu Manchesterem City.[1][3] Liverpool, aktualny mistrz pod wodzą Arne Slota, przyjechał do Londynu po dwóch remisach z rzędu (z Leeds i Fulham) i z 14-punktową stratą do „Kanonierów”, pod presją, by wysłać sygnał, że nadal liczy się w walce o tytuł.[1][3]

Pierwsza połowa należała do Arsenalu. Gospodarze kontrolowali grę, a największe zagrożenie stwarzał Bukayo Saka, który w trzech poprzednich ligowych meczach z Liverpoolem na Emirates zdobywał bramki i ponownie był głównym motorem napędowym ofensywy „Kanonierów”.[1][4] Anglik regularnie ogrywał Milosa Kerkeza i później Alexisa Mac Allistera na skrzydle, kilka razy dobrze dogrywał w pole karne i oddał pierwszy celny strzał meczu, jednak Alisson poradził sobie z jego uderzeniem bez większych problemów.[4]

Mimo przewagi Arsenalu, to Liverpool był o włos od objęcia prowadzenia. Po jednym z nielicznych wypadów gości w pierwszej części spotkania Conor Bradley trafił w obramowanie bramki Davida Raja, ostrzegając gospodarzy, że każda pomyłka może zostać natychmiast wykorzystana.[1][4]

Po przerwie obraz gry uległ zmianie. Liverpool zaczął przejmować inicjatywę i przez znaczną część drugiej połowy to zespół Slota zamykał Arsenal na jego połowie.[1][4][7] Gospodarze mieli coraz większe problemy z utrzymaniem się przy piłce i wychodzeniem z własnej strefy obronnej, choć paradoksalnie David Raya pozostawał stosunkowo niepokojony poważniejszymi interwencjami.[4]

Najlepszą okazję w końcówce wypracował Dominik Szoboszlai. Węgier, który w sierpniu na Anfield dał Liverpoolowi zwycięstwo nad Arsenalem efektownym rzutem wolnym 1:0,[3][4] znów podszedł do stałego fragmentu gry z podobnej odległości. Tym razem jego uderzenie minimalnie minęło poprzeczkę bramki Raya, zostawiając na tablicy wyników bezbramkowy remis.[1][4]

Arsenal szukał impulsu w ataku, jednak zmiany wprowadzone przez Artetę nie przyniosły przełomu. Viktor Gyökeres, który od dłuższego czasu czeka na gola z gry, został w drugiej połowie zastąpiony przez Gabriela Jesusa, a na boisku pojawił się też Gabriel Martinelli, lecz obaj Brazylijczycy nie zdołali znaleźć sposobu na Alissona.[1][4] Jesus i Martinelli mieli po jednej pół-sytuacji, jednak bramkarz Liverpoolu bez trudu je wybronił.[4]

Tempo i nerwowość końcówki meczu podkreślił incydent z udziałem Martinellego i Conora Bradleya. Po starciu, w którym młody obrońca Liverpoolu doznał urazu, Brazylijczyk popchnął rywala poza linię boczną, co wywołało gwałtowną reakcję piłkarzy gości.[4] Sędzia ukarał żółtymi kartkami zarówno Martinellego, jak i Ibrahima Konaté, a Bradley ostatecznie opuścił boisko na noszach, co dodatkowo martwi Liverpool w kontekście kolejnych spotkań.[4]

Remis 0:0 oznacza, że Arsenal nie wykorzystał w pełni potknięcia Manchesteru City, który wcześniej tylko zremisował z Brighton, ale i tak powiększył przewagę nad drużyną Pepa Guardioli do sześciu punktów.[1] Po 20 rozegranych spotkaniach „Kanonierzy” prowadzą w tabeli z dorobkiem 48 punktów i bilansem bramkowym +26.[5] Liverpool po tym wyniku pozostaje na czwartym miejscu, z 34 punktami i zdecydowanie mniejszym marginesem błędu w kolejnych tygodniach.[1][5]

Dla Arsenalu to kolejny sygnał, że choć zespół Artety ustabilizował formę i potrafi rywalizować jak równy z równym z aktualnym mistrzem, to w najważniejszych spotkaniach wciąż brakuje „klinczerskiego” ciosu w ataku.[1][4] Z kolei Liverpool może uznać punkt na Emirates za cenne osiągnięcie: drużyna Slota jest nadal niepokonana w lidze od ośmiu spotkań, a remis na boisku lidera pozwala jej zachować kontakt z czołówką, mimo wcześniejszych rozczarowujących rezultatów.[3][7]

Bezbramkowy rezultat wpisuje się w ostatnią historię starć tych klubów – cztery z ostatnich sześciu ligowych meczów Arsenalu z Liverpoolem kończyły się remisami, a bilans uzupełniają po jednym zwycięstwie każdej z drużyn.[3] Dla kibiców w Londynie był to wieczór pełen taktycznej walki, intensywności i emocji, choć bez goli. Dla całej ligi – kolejny rozdział w coraz bardziej zaciętej rywalizacji między obecnymi mistrzami a zespołem, który coraz odważniej aspiruje do przejęcia ich korony.

Tagi:

#Arsenal#Liverpool#Premier League#Mikel Arteta#Arne Slot

Źródła:

www.espn.com.sg

www.espn.com.sg

www.espn.com.au

www.espn.com.au

www.independent.co.uk

www.independent.co.uk

www.espn.com

www.espn.com

www.espn.com.au

www.espn.com.au

www.youtube.com

www.youtube.com

www.thisisanfield.com

www.thisisanfield.com