
Man City – Brighton 1:1. Haaland śrubuje rekord, Mitoma studzi mistrza: co oznacza trzeci z rzędu remis City?
Manchester City po raz trzeci z rzędu stracił punkty w Premier League, remisując na Etihad Stadium z Brighton & Hove Albion 1:1. Wynik ten może okazać się kluczowy w walce o mistrzostwo Anglii, bo otwiera Arsenalowi szansę na odskoczenie w tabeli nawet na osiem punktów przed bezpośrednimi rywalami z niebieskiej części Manchesteru.[1][4][9]
Spotkanie zaczęło się zgodnie z przewidywaniami – to Manchester City kontrolował posiadanie piłki, ale dobrze zorganizowane Brighton szybko ujawniło słabości gospodarzy w defensywie. Już w pierwszej fazie meczu goście stworzyli kilka groźnych sytuacji, zmuszając Gianluigiego Donnarummę do ważnych interwencji po strzałach m.in. Pascala Großa i Ferdiego Kadioglu.[2][4]
Przełom nastąpił tuż przed przerwą. Po indywidualnej akcji Jérémy’ego Doku w polu karnym doszło do kontaktu z Diego Gómezem. Arbiter Thomas Bramall początkowo nakazał grać dalej, co wywołało gwałtowne protesty ławki City – żółtą kartką został ukarany Pep Guardiola, który wszedł w ostrą dyskusję z trenerem Brighton Fabianem Hürzelerem.[2][4] Po analizie VAR sędzia zmienił jednak decyzję i podyktował rzut karny dla gospodarzy.[2][4]
Do piłki podszedł Erling Haaland i pewnym strzałem w róg bramki pokonał Barta Verbruggena, zdobywając swojego 150. gola w barwach Manchesteru City. Trafienie Norwega dało mistrzom Anglii prowadzenie 1:0 i na chwilę uspokoiło nerwy na Etihad.[2][4][6] City mogło jeszcze przed przerwą podwyższyć wynik – groźnie uderzał Tijjani Reijnders, ale jego strzał został wybity z linii bramkowej.[2][6]
Po zmianie stron gospodarze szukali drugiej bramki. Bernardo Silva był bliski szczęścia po przechwycie niedokładnego podania Yasiniego Ayariego, lecz jego uderzenie trafiło w zewnętrzną część słupka.[2][4] Niewykorzystane okazje szybko się zemściły. Brighton coraz odważniej atakowało, świadome problemów kadrowych City w środku obrony i gry bez kontuzjowanych stoperów Joško Gvardiola oraz Rúbena Diasa.[4]
W 60. minucie goście dopięli swego. Kaoru Mitoma, rozgrywający dopiero drugi mecz w wyjściowym składzie po dwumiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją, otrzymał piłkę na skraju pola karnego i precyzyjnym, płaskim strzałem przy słupku nie dał szans Donnarummie – było 1:1. Dla Japończyka był to pierwszy gol od września, a dla Brighton nagroda za odważną, konsekwentną grę.[2][4]
Chwilę później mogło być jeszcze gorzej dla gospodarzy. Mitoma ponownie urwał się obrońcom, wpadł w pole karne i wystawił piłkę Diego Gómezowi niemal na pustą bramkę. Napastnik Brighton skiksował jednak w idealnej sytuacji, a piłka po serii rykoszetów – od niego, Mitomy i Donnarummy – trafiła w słupek i wyszła w pole, ratując Manchester City przed sensacyjną stratą drugiego gola.[2][4]
Końcówka należała do mistrzów Anglii, ale brakowało im skuteczności i zimnej krwi w polu karnym. Po jednym z rzutów rożnych strzał głową Haalanda został wybity z linii bramkowej przez Kadioglu.[2][4] Chwilę później Norweg zmarnował znakomitą okazję po podaniu Rayan’a Cherkiego, strzelając wprost w Verbruggena.[2][4] Swoją szansę miał też sam Cherki, lecz także nie potrafił zamienić jej na zwycięskiego gola.[4]
Remis oznacza, że Manchester City ma po 21 kolejkach 43 punkty i pozostaje w ścisłej czołówce tabeli, ale traci dystans do prowadzącego Arsenalu.[1][4][9] To już trzeci z rzędu ligowy remis zespołu Guardioli po podziałach punktów z Sunderlandem i Chelsea, co wywołuje pytania o dyspozycję drużyny na starcie 2026 roku.[1][4][6] Media w Anglii zwracają uwagę na powtarzające się problemy defensywne oraz niepewność w obronie, przypominając kryzys formy z poprzedniego sezonu.[3][4]
Brighton z kolei kontynuuje solidny sezon pod wodzą Fabiana Hürzelera. Punkt wywieziony z Etihad, po odważnej i ofensywnej grze, umacnia zespół w środku stawki Premier League i utrzymuje go w walce o miejsca w górnej połówce tabeli. Po 21 seriach gier drużyna z południa Anglii ma 29 punktów i dodatni bilans bramkowy.[1][9] Szczególnie cieszyć może powrót do formy Mitomy, który po przerwie spowodowanej urazem znów zaczyna odgrywać kluczową rolę w ofensywie „Mew”.[2][4]
Dla Manchesteru City remis z Brighton to kolejny sygnał ostrzegawczy – mimo rekordów Haalanda i przewagi w posiadaniu piłki, brak skuteczności w decydujących momentach oraz braki kadrowe w obronie zaczynają coraz wyraźniej wpływać na walkę o tytuł. Dla Brighton to z kolei potwierdzenie, że nawet na jednym z najtrudniejszych terenów w Anglii potrafi nie tylko się bronić, ale i tworzyć sytuacje, które mogły dać komplet punktów.
Tags:
Sources:
www.espn.com.au
www.espn.com.au
www.telegraph.co.uk
www.espn.com
www.mancity.com
www.mancity.com
www.youtube.com
www.youtube.com
www.espn.com.au